BEA Rowland

Bea jest artystką, której fotograficzne maniery są tak niesforne jakbyśmy mieli do czynienia z rozwydrzonym bachorem, którego jedynym celem jest wymiotowanie obrazami, wrażeniami, kolorami. Warto jednak przedrzeć się przez te pozornie nieokiełznane, wielowymiarowe wizje by dotrzeć do plątaniny sensów jakie ze sobą jej fotografie niosą. Bea jest wyraźnie zafascynowana wizualną kulturą współczesnego Meksyku,
ale jednocześnie jej prace emanują głęboką świadomością społecznych nierówności.

Prezentowany cykl powstał w czasie kilkumiesięcznego pobytu Beatriz na pustyni Arizony w miejscu, gdzie przebiega granica między USA a resztą świata.

Brutalna, pełna krwi i łez historia tego miejsca ma podwójny charakter. Przede wszystkim jest to granica między marzeniem a nędzą, między potęgą a człowiekiem skulonym w cieniu tej potęgi. Fala emigracji z Ameryki Łacińskiej to fala cierpienia, rozłąki, i wreszcie fala śmierci, z pragnienia, na pustyni, w podążaniu za marzeniem…

Druga strona granicy jest również, no zgadnijcie? Tak, jest również bardzo brutalna, a przy tym przyciąga jak magnes wszelkiego rodzaju freaków, wykolejeńców, ćpunów, pedofilii i urodzonych morderców. To właśnie po tej stronie powstały prezentowane fotografie.

Bea wraz z grupą wsparcia pomagała ratować imigrantów chcących nielegalnie przekroczyć granicę. Dla wielu z nich przeszkodą nie do przebicia jest wycieńczenie z braku wody i jedzenia. Umierają samotnie na pustyni, u wrót raju zasypiają. Śnią swój amerykański sen. Rząd amerykański nie robi nic, aby w jakikolwiek sposób pomóc tym biedakom. Na szczęście działają jeszcze organizacje pozarządowe, które jednak również podlegają skrupulatnej kontroli Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego ( U.S. Departament Of Homeland Security), którego przedstawiciele lądują na granicy wielkimi klimatyzowanymi busami, niczym UFO.

Bea nie wierzy w prawdę wizualnego przekazu. Dobrze wie, że każdy obraz jest manipulacją, stąd surowość jej prac, ale jednocześnie mają one w sobie gdzieś schowaną, głęboką tęsknotę za szczerością, prawdziwym porozumieniem.
Owo poczucie braku jest artystycznym sztandarem Barbary Rowland, który artystka wnosi w najbardziej zakręcone pejzaże, w najtrudniejsze do zpercypowania rejony człowieczego losu.

Świadomość zbyt często miażdży prostolinijność.

Świat, w którym przyszło nam żyć to obóz koncentracyjny dla słów takich jak prawda, dla słów takich jak miłość.

Ba! Tylko kim jest kapo !?

Who is Bea? Who knows? As Andy Warhol said, being born is like being kidnapped and made a slave. What is all of this? I am a woman, artist, and social-​political critic, as I have had an awareness of socio-​economic reality since I was a child.

For me, photography is an open medium and digital photography is a medium situated between film photography and cinematography. It’s that I walk a lot and take a lot of photos because digital permits it economically. I see an enormous and beautiful change in photography; it is based more and more on movie effects and the spirit of cinematography. The computer screen shines during the hours the galleries are closed.

These photos have to do with a place-​site-​refuge of very marginalized people…their writing is found in graffiti…they inscribe their own life that continues to be erased by the forces of inhumane globalization. They are photos taken in an arroyo that crosses a desert city. Arroyos are channels for flood waters that come during the rainy season, which only lasts a few days. The rest of the year the arroyos are completely dry. The waters carry all kinds of things: trees, clothing, toys, car engines, plastic bags, computer keyboards, books, magazines, cells phones…….a flood of belongings that have become trash.

The arroyos are inhabited by desperate people…the homeless, young people looking for privacy, lost nomads, criminals, amphetamine dealers, psychopaths. It is a refuge where one can hide, rape, torture, masturbate, hallucinate, sleep, scream …and look for Javier.

¿Quién es Bea? ¿Quién sabe? Como dijo Andy Warhol…nacerse es parecido a ser sequestrado y convertido a un esclavo. ¿Qúe es todo esto? Soy mujer, artista, y crítica social-política…por ser consciente de la politica-​social realidad desde la niñez.

Para mi, la fotografia es un idioma abierto y la fotografia digital es un medio entre la fotografia de pelicula y la cinematografia. Es que camino mucho y saco muchas fotos….la digital se lo permite economicamente.

Veo un enorme y bello cambio en la fotografia…se basa más y más en los efectos y espiritu del cine…la luz de la pantalla brilla en cada computadora durante las horas que las galarías están cerrados.

Estas fotos tiene que ver con un lugar-​sitio-​asilo de la gente muy marginada…su ecritura se encuentra en las grafitis…se inscribe su propia vida que se van tachando las fuerzas de globalización inhumana. Son fotos de un arroyo que atraviesa una ciudad en el desierto. Los arroyos sirven como cauces para las aguas de las innundaciones que ocurren durante la temporada de lluvias que solo dura unos pocos días. El resto del año los arroyos están secos. Las aguas llevan cada clase de cosas….arboles, ropa, juguetes, motores de carros,

bolsas de plástico, teclados de computadora, libros, revistas, telefonos celulares……un diluvio de prendas ya hechas basura.

Los arroyos son inhabitados por gente desesperada…los sin hogar, los chicos buscando un lugar aparte, los nomadas pérdidas, los criminales, traficantes de amfetaminas, psicópatas. Es refugio en donde se puede esconder, violar, torturar, masturbar, allucinar, dormir, gritar…y buscar a Javier…

Leave a Comment